
Monika Plewińska – Płock
Jak każdy człowiek mam wiele życzeń. Chciałabym się dobrze uczyć, być mądra i inteligentna. Chciałabym też, aby wszyscy ludzie na świecie byli zdrowi, szczęśliwi i wiedzieli, co znaczy ciepło rodzinne. Pragnę też, by na świecie nie było kryzysów, a ludzie nie byli zachłanni na pieniądze, bo przez nie wiele ludzi czasem traci pracę, dom i najważniejsze, co jest w życiu - rodzinę. Świat byłby ekstra, gdybyśmy sobie bezinteresownie pomagali, gdybyśmy zawsze byli uśmiechnięci i pozytywnie
nastawieni do życia. Tęczowy kamień prosiłabym o to wszystko, co opisałam wyżej, a także o to, by pogoda była dla nas przychylna, a dokładniej, by nie płatała następujących figli: tsunami(i innych wielkich fal, które zalewają domy, wsie, osiedla, miasta i powodują śmierć wielu osób, a czasem i całych rodzin), gradu, tornada (wir, trąba powietrzna), kilkunastodniowych deszczy powodujących wylewy rzek, powodzi, śniegów, które zawalają drogi, przez co wiele osób nie dociera na czas do pracy lub szkoły(przez śniegi czasem zamarza woda w kranach i ludzie nie mogą się umyć itp.),burzy łamiących drzewa i odcinających prąd w domach, trzęsień ziemi, wichur zrywających dachy z domów i wiele innych. Myślę, że niektóre z tych życzeń możemy spełnić my - ludzie, ale niektóre pozostawmy „Kamieniowi życzeń”.
Wiktoria Dzioba - Lublin
Drogi KAMIENIU ŻYCZEŃ, wpadłeś w moje ręce - nie przez przypadek. Mam kilka życzeń, które chciałabym, byś spełnił. Po pierwsze proszę cię o magiczny napój, który pomoże nam dożyć bez chorób i zmartwień. Żeby go było dużo i żeby smakował jak gumisiowy napój. By go można było rozcieńczać i zagęszczać, jak się komu podoba. I żeby nie był koloru czarnego ani białego - by był tęczowy, kolorowy, taki bajeczny. Drugie moje życzenie - to książeczka. Dokładniej książeczka z biletami. To znaczy z miejscami na wpisy biletów. Chcę polecieć do Indii? Nic prostszego! Wypisuję sobie bilet magicznym długopisem. I lecę. Podziwiam Indie, krajobrazy, spotykam nowych ludzi. I nikt jest smutny! Bo bilet prowadzi tylko do dobrych ludzi. Mogłabym jeszcze prosić o wspaniałe życie, bajeczne, bez kłopotów. I ze zdrowiem - chciałabym być zdrowa jak ryba! I jeszcze o coś, o co trudno poprosić. Coś, o się dostaje raz i koniec! Poprosiłbym o pieniądze dla wszystkich biednych ludzi. O nowe, lepsze życie w luksusach. Żeby brzydkie domki zamieniły się w luksusowe wille, a biedne dzieci - w bogate, szczęśliwe, zdrowe. I tyle. Bo ZDROWIE i SZCZĘŚCIE to jest to, co najważniejsze. I tylko o to warto prosić.
Drogi KAMIENIU ŻYCZEŃ, dziękuję.
Bartosz Gołąb – Bytom
Pewnego razu znalazłem tęczowy, magiczny kamień. Wypowiedziałem życzenie, aby polecieć na inną nieznaną planetę. Nagle znalazłem się w rakiecie i poleciałem w chmury... i jeszcze wyżej. Moim oczom ukazała się przedziwna planeta o barwie purpurowej.... Gdy wylądowałem, zobaczyłem, że wszystko w około jest prawie takie samo jak na Ziemi. Z jednym wyjątkiem...Zamiast ludzi były tam stworzenia o galaretowatym ciele, z małym ogonkiem z tyłu. Podeszły do mnie, uśmiechnęły się i wypowiedziały takie oto słowa:
"Witaj przybyszu, oprowadzimy Cię po naszym królestwie". Najpierw zaprowadzili mnie do kosmicznego parku, w którym latały olbrzymie biedronki z głową jelenia. Poczułem się potwornie zmęczony i poprosiłem o chwilę odpoczynku. Kiedy już nabrałem sił, nagle zatęskniłem za naszą planetą Ziemią. Stworki uśmiechnęły się i przyniosły mi talerz z moją
ulubioną zupą pomidorową, a do tego jeszcze mały okrągły telewizorek. I po chwili usłyszałem znajome słowa: „Ello, to ja, zapraszam na nowy odcinek Brejka”. Poczułem się jak w domu. Więcej nic nie pamiętam, bo gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że jestem w swoim łóżku.
Mateusz Brajer - Trzebiatów
Pewnego zimowego dnia wybrałem się z kolegą do parku, żeby się trochę pobawić. Nagle w krzakach zauważyliśmy małego krasnoludka. Miał długą tunikę, która sięgała mu aż do kolan, przepasaną cieniutkim sznureczkiem. Jego małe, koślawe i blade stopy były zupełnie gołe. Mimo to nie wyglądał na przemarzniętego. Gdy tylko spostrzegł nas, od razu zwiał gdzie pieprz rośnie. Z kieszeni wyleciał mu mały, kolorowy kamyczek. Nagle na kamyku
pojawiły się małe i owalne oczy, a pod nimi roześmiane usta. Kamień powiedział nam, że jesteśmy teraz jego posiadaczami i spełni to, czego nasze dusze zapragną. Gdy kolega powiedział swoje życzenia, przyszła pora na mnie. Po długim namyśle zażyczyłem sobie tego, żeby skończyły się konflikty między państwami, choroby już więcej nie męczyły ludzi, zakończyły się kataklizmy oraz żeby świat stał się jeszcze piękniejszy. Nagle wszystko stało się wprost cudowne. Nawet mój sąsiad, który przedtem jeździł na wózku inwalidzkim, teraz śmiało biegał z psiakiem po parku, a wszyscy ludzie, którzy koło mnie przechodzili, byli uśmiechnięci i pogodni. Gdy się odwróciłem, mały krasnoludek podbiegł do mnie i wyrwał mi kamyk z ręki. A po chwili uciekł daleko i nie było po nim widać ani śladu. Nagle świat stał się taki jak wcześniej. Sąsiad znowu siedział na swoim wózku z wiernym psem u boku, a ludzie przechodzący koło mnie byli zmęczeni i zapracowani. Oczywiście w tę historię nikt nam nie uwierzył. Od tej pory codziennie chodzę do parku i szukam krasnoludka.
Ewa Szymczyk – Jasło
Pewnego dnia udało mi się znaleźć magiczny kamień. Wydarzyło się to zeszłego lata, gdy siedziałam spokojnie, oczekując przybycia koleżanek. Nagle ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam świecący kamień. Byłam lekko przerażona, bo on zaczął do mnie mówić:
- Witam Cię, mogę spełnić Twoje trzy życzenia. Dobrze się zastanów, ponieważ można mnie spotkać tylko raz w życiu.
- Dobrze. Więc proszę Cię, abyś sprawił, żeby moja ciocia wyzdrowiała.
- Nie ma problemu - odpowiedział kamień. - Czy coś jeszcze mogę dla Ciebie zrobić?
- Oczywiście. Proszę cię również o I-poda dla mnie.
- Bardzo proste życzenie, czego jeszcze pragniesz?
- Proszę Cię też o kolejne 100 życzeń.
- Niestety nie mogę tego sprawić.
- Jak to nie możesz?
- Nie mogę.
- Przykro mi, ale z powodu Twojej zachłanności nie spełnię żadnego Twojego życzenia.
- O nie!
- O tak!
Kamień zniknął i uciekł w stronę lasu. Już nigdy taka okazja mi się nie przytrafiła. Bardzo żałuję, że postąpiłam tak źle i nie potrafiłam docenić tego, co mogłam mieć.
Anna Gałkowska – Łask
Był piękny dzień. Ptaki ćwierkały, słonko grzało, a dzieci bawiły się na dworze, ale nie Kasia. Kasia ma 10 lat i nie może wychodzić na dwór, ponieważ miała operację twarzy i teraz szkodzi jej słońce. Lubi patrzeć, jak dzieci się bawią. W końcu to jedyne zajęcie, które może robić. Jeszcze przed operacją lubiły ją wszystkie dzieci, a teraz nawet nikt jej nie odwiedza. Tylko towarzyszy jej smutek. Została jej tylko jedna przyjaciółka, która ma na imię Ola. To jej przyjaciółka od przedszkola. Przyjaźniły się na dobre i na złe, ale teraz Ola oddala się od Kasi, bo twarz Kasi jest brzydka, spuchnięta i obandażowana. Ola odwiedza Kasię tylko w deszczowe dni, gdy nie ma co robić. Kasia się wtedy cieszy i skacze z radości. Pewnego burzliwego dnia Ola nie przyszła do Kasi, bo wolała zostać w domu. Gdy dziewczynka zeszła do piwnicy po słoik ogórków, zauważyła, że na małym słoiczku leżał mały, kolorowy kamień. Dziecko nie wiedziało, co to za kamień, ale postanowiło go wziąć do domu. W domu jej tata zażartował, że ten kamień spełnia życzenia, więc dziewczynka przed snem wypowiedziała swoje życzenia. Oto one:
1) Chcę, aby dzieci mnie dalej lubiły.
2)Chcę mieć konia.
3)Chciałabym mieć prawdziwą przyjaciółkę.
4)I prosiłabym o prawdziwego chłopaka .
Gdy następnego poranka dziewczynka się obudziła, jak zawsze stanęła i spojrzała przez okno. Zobaczyła dawnych przyjaciół, którzy zaraz zapukali do jej drzwi i tak było każdego dnia. Odwiedziło ją chyba 7 osób, a ona cieszyła się i postanowiła schować swój kamień życzeń gdzieś, gdzie nikt go nigdy nie znajdzie. I tak skończyła się przygoda Kasi, która dostała przyjaciół i sama została przyjaciółką.
Gabrysia Kitrys – Dębica
Tęczowy kamieniu zabłyśnij magią, niechaj wesoły będzie świat cały, niech się spełnią ukryte marzenia, a łzy i smutek znikną w smudze cienia. Tęczowy kamieniu, zabłyśnij wesoło, niech po całej ziemi leci czarodziejskie słowo i przyniesie radość oraz szczęście dla wszystkich dzieci. Magiczny, tęczowy kamieniu, wyślij magiczną moc swą wielką, niech świat będzie radosny, spokojny, niechaj znikną głód i wojny, niechaj biedne dzieci już nie płaczą i nie wiedzą, co te słowa znaczą, sypnij złotymi gwiazdkami miłości i niech radość na ich twarzach zagości. Zdmuchnij smog i wszystkie dymy nad naszymi miasteczkami, niechaj słoneczko nam jasno świeci złocistymi promyczkami. Spraw, by wszelkie śmieci w górach, lasach, na polanach, pod krzaczkami zakwitły tęczowymi kwiateczkami, a te w rzekach, hen do morza popłynęły złocistymi rybeczkami.
Jesica Bekier - Byczyna
Pewnego dnia w Byczynie na ul.Okrężnej bawiła się dziewczynka, która miała na imię Jesica. Grała wtedy w klasy ze swoją koleżanką Olą. Nagle zauważyła na ulicy coś błyszczącego. Podeszła i wyciągnęła z piasku. Okazało się, że był to piękny kamień. Następnego dnia wszyscy w jej klasie podziwiali skarb, który znalazła. Nawet wychowawczyni powiedziała, że kamień jest prześliczny. Później, gdy wróciła do domu i wyszła na podwórko, kamień do niej przemówił ludzkim głosem:
- Nazywam się Skrawek Piękna i jestem kamieniem życzeń. Spełnię twoje trzy życzenia, jeśli ty nie powiesz nikomu o tym, co tutaj i teraz się dzieje. Dobrze?
- Dobrze - odpowiedziała dziewczynka i usiadła na huśtawce.
- A więc jakie życzenie mam spełnić?
- Nie chcę być dalej jedynaczką, chciałabym mieć rodzeństwo.
- Dobrze. Sprawię, że będziesz miała siostrzyczkę i braciszka. A drugie życzenie?
- Chciałabym mieć pieska, najlepiej szczeniaczka.
- To życzenie także spełnię.
- A trzecie życzenie to, żeby w mojej rodzinie nigdy się nikt z nikim nie kłócił, tylko żeby zawsze w każdym domu było pełno radości i miłości.
- Jeśli to wszystkie życzenia, to je spełnię, a ty zachowaj mnie dla pokoleń, które będą po tobie i niech przechodzę z matki na córkę i tak do końca świata.
Wieczorem, gdy wszyscy w domu Jesiki jedli kolację, mama powiedziała:
- Słuchajcie kochani, muszę wam powiedzieć, że Jesica będzie miała siostrę albo brata.
Powiedziała również, że uzgodnili z tatą, że dostanie pieska na urodziny. Jesica podskakiwała ze szczęścia, że kamień spełnił jej dwa życzenia, a zawsze kiedy jeździła do swojej rodziny, to tak jak chciała, panowała tam radość i miłość. Wiele lat później, kiedy szczęście - czyli kamień – był przekazywany z matki na córkę, a dokładnie 22 czerwca 3189 roku, w dniu urodzin Jesiki, kamień w rękach Toli posypał się na drobne kawałeczki i od tej pory nikt o nim nie pamiętał.
Justyna Spandel – Czerwionka-Leszczyny
Gdybym miała kamień, który spełni moje marzenia, byłabym szczęśliwa. Od razu bym poprosiła o to, o co zawsze proszę, gdy trzeba wymienić swoje życzenia, np. w urodziny czy w szkole. Proszę wtedy o duuuży dom i dużo pieniędzy oraz mnóstwo zwierzaków. Pewnie się zastanawiacie, po co mi te rzeczy. Chcę dom, ponieważ w nim jest dużo miejsca na zwierzaki, chcę pieniądze, bo dzięki nim będę mogła zapewnić im odpowiednie warunki i żywność, która jest przecież potrzebna. A zwierzaki chcę, ponieważ bez nich nie mogę żyć. Są niesamowite! Dają tyle radości! Więcej niż da nam jakiś komputer czy coś w tym stylu. Zawsze uwielbiałam zwierzęta. Można nawet powiedzieć, że je ubóstwiałam. Mam tylko trzy zwierzaki i więcej mieć nie mogę, ponieważ mieszkam w bloku. Oprócz tych trzech życzeń chciałabym też, aby moja rodzina była zdrowa. Nie mówię tego po to, aby wzruszyć czyjeś serca! Po prostu zależy mi na ich zdrowiu. Bez niego nie ma przecież szczęścia, tylko sam pech. I chciałabym też, aby to, co teraz jest dla mnie szczęściem, pozostało nim na zawsze. Choć prawdę mówiąc, szczęście nie pochodzi tylko od jakiś czarów... Przychodzi czasami i odchodzi czasami. Nie mamy na to wpływu. Kamień życzeń dałby mi tylko pewność siebie. Sama też niekiedy potrafię być pewna siebie. Tak myślę... Bo jak się znajdzie taki kamień, to mówimy, że znaleźliśmy go dzięki szczęściu, a potem mówimy, że mamy szczęście dzięki kamieniowi. Ta myśl raczej nadaje się dla filozofów. Nie chcę być filozofem, bo oni tylko utrudniają sobie życie. Oczywiście każdy myśli tak jak myśli. Ja myślę może trochę inaczej niż reszta, ale przecież każdy człowiek jest inny. Reszta moich życzeń jest taka drobna, że nawet nie warto ich wymieniać. Pozostańmy na tych pięciu najważniejszych życzeniach i koniec kropka.
Kamil Sowa – Tarnobrzeg
Siedział sam na końcu korytarza. Czekał, kiedy zacznie się lekcja, żeby wreszcie przestać myśleć. Dobijał się myślami o sobie. O swoich wadach, nie myślał o zaletach. Wiedział, że je ma, ale nie umiał skupić na nich swoich myśli. Był bardzo surowy wobec siebie. Wszyscy byli ładni, tylko on jeden zawsze na końcu, zawsze brzydki. Zawsze sam. Sam jeden ze sobą i swoimi myślami. Nie miał dziewczyny i chyba to go najbardziej dołowało. Lubił wieczorne spacery. Jednak odbywał je zawsze sam. Kiedy widział jakąś parę, często płynęła mu łza po policzku. Obwiniał się o wszystkie niepowodzenia swoje i innych, szczególnie osób, na których mu zależało. Zadzwonił dzwonek. – Nareszcie- pomyślał. Przerwał myśl o tym, co mu powiedziała koleżanka. Przestań! Wchodź do klasy! Skarcił się. Wszedł. Na chwilę zajął się czymś innym: musiał zgłosić, że się nie przygotował.
- Sorko chciałem zgłosić, że się nie nauczyłem.
- Dlaczego?
- Bo… zapomniałem.
Głupia wymówka - pomyślał.
Nauczycielka pomyślała chwilę.
- Dobrze – powiedziała. – Następnym razem musisz umieć na piątkę.
Skinął głową twierdząco. Mimo, iż próbował zająć się lekcją, ciągle w głowie dźwięczały mu słowa Anki: „Każda rozmowa z tobą załamuje mnie”. Nie wiedział, co ma o tym myśleć. Kolejny powód do użalania się nad sobą. Jeszcze to, co działo się w domu. Chciał zniknąć z tego świata, z oczu tych wszystkich ludzi, którzy go znali. Zniknąć i już nie wracać. Po prostu chciał uciec. Nie wiedział dokąd. Jak najdalej stąd.
- Paweł! Paweł!…
Zaczęło mu szumieć w głowie. Najpierw delikatnie, potem coraz głośniej, głośniej aż w końcu wrócił z dalekiej podróży.
- Słucham?
- Czemu nie piszesz?
- Już, już piszę. Może sorka powtórzyć?
- W epoce średniowiecza zaczęły pojaw…
Znów odpłynął. Jednak tym razem na tyle blisko, że mógł normalnie pisać. Tym razem myślał o wakacjach. Bardzo chciał pojechać na Mazury. W tym roku wyjazd wydawał się realny. Wyobrażał sobie, jak tam jest pięknie. Te lasy, jeziora, łąki pachnące… Spacery wieczorem brzegiem jeziora i on… sam. W tym momencie zrobiło mu się smutno. Wrócił. Skupił się na pisaniu. Po lekcji został poproszony o pozostanie w klasie. Chwila ciszy. Na twarzy nauczycielki pojawiło się skupienie. Zamyśliła się, nie wiedziała jak zacząć. Na twarzy tej pięćdziesięciokilkuletniej kobiety pojawiło się coś, czego nigdy u niej nie widział. Miejsce dumy i powagi zajęło współczucie.
PS. Chciałbym, żeby Kamień życzeń zabrał mnie na Mazury.